Karty kredytowe, plastikowe pieniądze czy jak kto woli bezgotówkowy obrót pieniężny. Do pewnego czasu cieszyły się dużym zainteresowaniem klientów polskich banków. Dla niektórych osób była to swego rodzaju nobilitacja, posiadanie kilku kart płatniczych to dopiero… Z dumą wyciągali plastikowe kartoniki przed kasami wielkich marketów. Niestety wielu takich kredytobiorców nie zdawało sobie sprawy z faktu, że nie każdy bank jest taki sam i nie wszystkie karty kredytowe są jednakowe. Nie zdawało sobie sprawy, że karty kredytowe, jak sama nazwa wskazuje, to nic innego jak zwykły kredyt pieniężny, który trzeba bankowi zwrócić. Najczęściej po 54-56 dniach od chwili wydania pierwszych pieniędzy. Jeżeli klient w tym czasie tego nie zrobi z pewnością może liczyć na poważne kłopoty. Jeszcze do niedawna banki zasypywały swoich klientów propozycjami krat kredytowych. Żeby taką kartę z baku otrzymać nie trzeba było nawet posiadać w banku konta. Nie trzeba też było fatygować się do banku, bowiem banki co miesiąc przesyłały kredytobiorcy wyciągi z dokonanych operacji, które przypominały też o zbliżającym się terminie bezodsetkowym. Najczęściej jednak posiadacze kart kredytowych zupełnie nie orientowali się w zapisach prawnych takich umów i tak naprawdę niewiele osób orientowało się w niuansach kart płatniczych. Nikt ich też specjalnie nie informował na jakich zasadach funkcjonują takie plastikowe pieniążki, a tylko wciskano im do ręki jeden z najwyżej oprocentowanych produktów bankowych. A terminy odsetkowe? No cóż, najczęściej dla większości posiadaczy kart kredytowych to czarna magia. Tymczasem za przekroczenie tego terminu banki naliczają sobie spore kary. O tym posiadacze kart dowiadywali się wówczas, kiedy banki wysyłały do nich monity o zapłatę takich kar. Z tej niewiedzy wynikały często nieporozumienia, które skutkowały niewypłacalnością klienta. Odsetki rosły, a posiadacz karty kredytowej nie wiedział co z tym fantem ma zrobić. Wreszcie chyba i same banki doszły do wniosku, że ten sposób zawierania transakcji kredytowych to niewypał. Wcześniej przekonali się o tym Amerykanie, którzy również za punkt honoru stawiali sobie posiadanie kilku kart kredytowych. Rekordziści mieli ich nawet po kilkanaście. Kiedy w końcu okazało się, że zaciągnięte w ten sposób kredyty zaczynają przekraczać dochody obywateli USA, zaczął się problem, który trwa do dnia dzisiejszego.
- Nigdy nie zabiegałem o kartę kredytową, ale banki zabiegały o mnie. Ileż to razu w przesyłkach listowych otrzymywałem barwne plastikowe kartoniki, z propozycją ich natychmiastowego uruchomienia. W końcu mnie namówiono. Dałem się nabrać dlatego, bo nie znałem zasad ich funkcjonowania, a nikt mi tego nie wytłumaczył. Nie winię jednak banku tylko siebie. To ja podpisywałem umowę i moim zakichanym obowiązkiem było się z nią zapoznać, a jeżeli jest coś w niej niezrozumiałe, trzeba po prostu pytać.